18.08.2014

Rozdział 7

W drodze do mieszkania Toby'ego zaczynam wszystko nadmiernie analizować, w końcu dochodząc do wniosku, że Emma i Nina muszą mieć racje. Jestem niemal pewna, że mój przyjaciel rzeczywiście coś do mnie czuje i w przypływie odwagi chcę to wyjaśnić jeszcze dzisiaj. Co prawda nigdy nie dostrzegłam u niego żadnego rodzaju dwuznacznych gestów, ale zawsze przytulaliśmy się na powitanie, a to może już coś znaczyć, prawda? Płacę taksówkarzowi i wychodzę z samochodu. Przeczesuję dłonią włosy, jednocześnie rozplatając kilka kołtunów, a w kilka minut później niepewnie pukam do drzwi przyjaciela. Cieszę się, że choć raz mnie posłuchał i je zakluczył, ale kiedy stoję przed nimi przez kilkanaście wyjątkowo długich sekund ogarnia mnie lekka niepewność. Przyjmując, że rzeczywiście coś do mnie czuje nie zdążyłam zastanowić się nad tym, że mogę go zranić. 
- Hej, Elizabeth- uśmiecha się do mnie promiennie, przepuszczając w drzwiach i zamykając w niedźwiedzim uścisku. Spinam się, delikatnie go odpychając i posyłając speszony usmiech. 
- Hej- odpowiadam cicho, zdejmując buty i zamieniając je na puszyste kapcie, które kiedyś u niego zostawiłam. Prawie drżę na myśl, że tamtego wieczoru spałam z nim w jednym łóżku, nie zdając sobie sprawy, że nie traktuje mnie tylko jak przyjaciółkę.
- Zostajesz na noc?- Pyta, jakby czytał mi w myślach.- Możemy zrobić kolejny wieczór filmowy. Prawie przyzwyczaiłem się do oglądania ''Gwiazd naszych wina'' i od dzisiaj oficjalnie obieram za swój cel życiowy nauczenia się dialogów na pamięć- chichocze.- Albo możemy pograć w playstation, ostatnio kupiłem nową grę.- Chwyta mnie za rękę, ciągnąc do salonu.
- Zwolnij, chyba wypiłeś dzisiaj za dużo kawy- mówię, wyrywając dłoń z jego uścisku. Śmieję się z mojej wypowiedzi, która miała brzmieć jak żart, ale to, co wychodzi z mojego gardła jest wyjątkowo sztucznie, więc szybko przestaję.- Nie mogę zostać na noc, jutro mam sesję.- Siadam na kanapie, krzyżując nogi i starając się rozluźnić.- Ale twoja propozycja jest wyjątkowo kusząca, więc przygotuj sprzęt, bo zamierzam wypróbować twoją nową grę!- Rozluźniam się, lub przynajmniej wmawiam sobie, że to robię, po czym szeroko się uśmiecham. Toby odwzajemnia uśmiech, wykonując moje polecenie. Po chwili jadę już czerwoną wyścigówką, szczycąc się tym, że jestem na prowadzeniu. Ciągle zastanawiam się jak zacząć rozmowę, aż w pewnym momencie wpadam na dobry, lecz nieco absurdalny i ryzykowny pomysł. 
- Czym ta gra różni się od poprzednich?- zastanawiam się na głos. 
- Jak to czym? Nie widzisz tej grafiki?- odpowiada, na co przewracam oczami. Mężczyźni i ich zabawki... Nie odpowiadam, jako pierwsza przekraczając linie mety. Piszczę cicho, wstając z kanapy i wyzywającym wzrokiem patrzę na przyjaciela. 
- Przegrałeś z dziewczyną, cioto.- Śmieję się.- Jak śmiesz nazywać się prawdziwym mężczyzną? 
- Powinnaś zacząć uciekać, Elizabeth. 

Wpijam się w jego usta. Całuję go, i cholera, to nie jest miłe.  Po naszej małej gonitwie po całym domu złapał mnie, a ja uznałam, że jest to odpowiedni moment do wcielenia mojego planu w życie. Wiem, że jeśli odpowie na pocałunek będziemy musieli przeprowadzić poważną rozmowę. Kładę dłonie na jego ramionach, a on niespodziewanie odpycha mnie. 
- Co do cholery, Bethi!?- Patrzy na mnie szeroko otwartymi oczyma, a ja wręcz kule się pod ich ostrością. Nie wiem, czy powinnam skakać z radości, czy może płakać, więc stoję zmieszana, myśląc, jak mogę mu to wyjaśnić.- Cz-czy ty czujesz coś do mnie?- pyta nagle, a wyraz jego twarzy diametralnie się zmienia. Teraz zmieszanie dominuje nad widocznym przerażeniem, przez co od razu chcę zaprzeczyć. W porę jednak zdaję sobie sprawę, że jeśli jego zachowanie okaże się zwykłą grą aktorską mogę zranić jego uczucia, a nie specjalnie mam na to ochotę. 
- J-ja- Ponownie dzisiejszego dnia nerwowo przeczesuje dłonią włosy, równocześnie przygryzając wnętrze policzka. - A ty? Czujesz coś do mnie?-wyduszam z siebie, żałując, że postanowiłam postąpić wyjątkowo głupio, przez co cała rozmowa już z góry spaliła na panewce.
- Elizabeth! Co ci przyszło do głowy?- Pyta prosto z mostu, jakby nie interesowało go to, że być może ja darzę go wyjątkowym uczuciem. 
- Nina i Emma...- zaczynam, lecz przyjaciel wchodzi mi w słowo. 
- Cholera- klnie.- A ty im uwierzyłaś? 
- Dlaczego miałabym tego nie zrobić?- Krzyżuję ręce na piersi, lekko urażona jego słowami. 
- Bo to chore manipulantki, które najwyraźniej chcą nas skłócić?- pyta retorycznie. 
- Nie mów tak o nich! Powiedz,- przerwałam, zbliżając się o krok- a może ty rzeczywiście coś do mnie czujesz, co?  
- Żartujesz?- sapnął- to ty przed chwilą mnie pocałowałaś!
- Owszem, musiałam się upewnić!
- Rozumiem, że z własnym przyjacielem nie da się zwyczajnie porozmawiać? Trzeba go całować?- Drwi. 
- Nie byłam taka pewna, czy chcesz być tylko przyjacielem.- Warczę, starając się dodać do tego równie dużo kpiny.
- Co się z tobą dzieje?- Syczy, prawie zranionym głosem.- Chyba już całkiem omotały sobie ciebie wokół palca.
- Naprawdę nie wiem, dlaczego wobec nich jesteś tak źle nastawiony. Może w końcu mógłbyś zacząć mnie wspierać, bo jak na razie krytykujesz wszystko, co jest dla mnie dobre. 
- Nie wydaje mi się, abyś ostatnimi czasy podejmowała słuszne decyzje, Elizabeth. A ja nie zamierzam cie w nich wspierać.- Słysząc słowa wypływające z jego ust mimowolnie zaciskam dłonie w małe pięści, strzelając piorunami z oczu. 
- Jedyną złą decyzją, jaką podjęłam, była znajomość z tobą, Toby. Wreszcie dostrzegłam, że Nina, Emma i mama miały rację; nie potrzebuję cie. A ze swoim nastawieniem pewnie tylko mieszałbyś mi w głowie!- wybucham, oddychając głęboko. 
- Nie wiesz co mówisz.- Szepcze, przymykając oczy i po cichu odliczając do 10. 
- Trzymaj się ode mnie z daleka.- Mówię dobitnie, idąc w stronę wyjścia. Dopiero kiedy odwracam się do niego plecami pozwalam kilku łzą wydostać się na światło dzienne. 
- Bethi, jeśli teraz wyjdziesz, to możesz już nie wracać!- słyszę jak krzyczy z kuchni, kiedy szybko ubieram buty. 
- Nie mam takiego zamiaru!- odkrzykuję, maskując niepewność i trzaskam drzwiami. 

- P- pokłóciłam s-się z Tobym- jąkam, kiedy Nina odbiera telefon. Przez chwile słyszę szum i po odgłosach jestem niemal pewna, że jest u kosmetyczki. 
- Tak?- pyta luźno, jakby chciała się upewnić.- Wiedziałam, że to się kiedyś stanie. Powiedz mi jeszcze, że rzeczywiście coś do ciebie czuje i będę pewna, że jestem jasnowidzem!- Śmieje się, choć mi nie jest do śmiechu.
-Nie wiem- odpowiadam wymijająco, ponieważ to nie jest tym, czym przejmuję się najbardziej.- Chyba straciłam przyjaciela.- chlipię.
- To nic, skarbie. Masz jeszcze mnie i Emmę- mówi, już spokojniej.- Nie był ciebie wart.
- P-powiedziałam o k-kilka słów za dużo- pociągam nosem.- Myślisz, że powinnam go przeprosić? 
- Oczywiście, że nie!- krzyczy zbulwersowana.- Za szczerość się nie przeprasza.
- Tyle, że chyba nie byłam z nim do końca szczera- wybucham jeszcze większym płaczem.- Nina, możemy się s-spotkać? P-przyniosę lody.
- Elizabeth, przykro mi, ale dziś nie mam czasu. Poza tym nie powinnaś jeść lodów, teraz jesteś modelką, pamiętasz? Kilka kilogramów więcej i zdecydowanie będziesz musiała przejść na poważną dietę. Pilnuj się i nie rób nic głupiego- mówi na zakończenie. 
- N-nic głupiego?- powtarzam pytająco, słabym głosem. 
- Przede wszystkim po szóstej żadnych przekąsek- wzdycha- I nie kupuj lodów, kalorie to twój wróg. 

Po skończonej rozmowie z Niną, wcale nie czuję się lepiej. Mam jeszcze większą ochotę wrócić do Tobiego i przeprosić go, ale wiem, że to nie jest dobry pomysł. On na pewno jest na mnie wściekły, cholera, ja też jestem na siebie zła. Ale przecież musiałam się upewnić, żeby wiedzieć na czym stoję. Jest mi też smutno, że zareagował właśnie tak, jest moim przyjacielem, powinien to zrozumieć. Postanawiam zapomnieć o tym zdarzeniu i mam nadzieję, że on też zapomni. Gdy przechodzę obok sklepu spożywczego decyduję się wstąpić i kupić płatki, na które - jak powiedziała Nina w późniejszej konwersacji - mogę sobie pozwolić. Kupuję jeszcze parę owców, to też mogę jeść. Płacę i szybko kieruję się do domu a gdy tam docieram okazuję się, że nikogo nie ma. Wzdycham ciesząc się jednocześnie zastanawiając się co dziś będę robić. Idę do kuchni, gdzie do białej miseczki wsypuję dwie garści płatków, zalewając je zimnym mlekiem. Kiedy sięgam po łyżkę zaczynam myśleć o Toby'm. Muszę do niego zadzwonić i upewnić się, że się już nie gniewa, że wszystko wróci do normy. Zawsze tak jest: kłócimy się i zaraz godzimy. Powoli wybieram jego numer i z lekkim uśmiechem na twarzy czekam aż odbierze telefon, zawsze robi to już po drugim sygnale. Mój uśmiech gaśnie kiedy odzywa się poczta i wiem, że tym razem było inaczej - pocałowałam go. A on wcale nie odwzajemnił pocałunku. Możliwe, że już nigdy nie będzie tak jak kiedyś. Zerkam na płatki czując, już nie jestem głodna. Opieram łokcie na blacie i chowam twarz w dłoniach. Jęczę cicho po czym wstaję, chwytam wielkie zielone jabłko i kieruję się do salonu. Tam opadam na kanapę w jak najwygodniejszej pozycji i włączam telewizor. W myślach przeklinam moją pracę, w tej chwili na prawdę mam wielką, ogromną ochotę na lody. 

- Elizabeth? - słyszę głos mojej mamy, przez co nerwowo się podnoszę. Rozglądam się zdenerwowana, przecierając oczy. Za oknem jest już ciemno. Cholera, musiałam zasnąć. 
- Która godzina? - pytam zaspanym głosem i przypominam sobie cały dzisiejszy dzień.  
- Po 22, dlaczego nie jesteś w swoim pokoju? I dlaczego zostawiłaś ogryzek na stoliku?! Módl się,  żeby nie został ślad. - Mówi, w tym samym czasie ściągając płaszcz a ja spoglądam na telefon, ale nie mam żadnych nieodebranych połączeń, nawet sms'a.
- Przepraszam - szepczę. - Po prostu zły dzień - dodaję, pomijając jej pytanie. 
- Oh, coś się stało w agencji? Tylko nie mów, że cię wyrzucili - siada na kanapie z beznamiętnym wyrazem twarzy.
- Nie, to nic związanego z pracą. - Słyszę jak wypuszcza powietrze i przygotowuje się aby wstać. W tej chwili czuje, że muszę jej to powiedzieć.
- Pokłóciłam się z Tobym - mówię szybko, zanim zdąży odejść daleko.
- No i? Nareszcie się od niego uwolnisz. Nie był wart znajomości z tobą - prycha a ja mam ochotę uderzyć siebie za to, że jej powiedziałam. Zła wstaję i kieruję się do mojego pokoju. Biorę szybki prysznic, bo wiem, że rano nie będę miała na to czasu. Gdy kończę suszę włosy i ubieram wielką, czarną koszulkę z podobizną tygrysa. Decyduje się na nią, nie bez powodów. To koszulka Tob'iego - dał mi ją dawno temu, bardzo mi się spodobała a on w niej nie chodził.
~~~
Rozdział by Kinss Wo i Error.
Przypominamy o możliwości zadawania pytań gł. bohaterom i odsyłamy do ''Pytaj obsadę''. Jeśli chcesz skontaktować się z którąś z nas zajrzyj do odpowiednich zakładek, gdzie będziesz mógł zapoznać się z naszymi danymi kontaktowymi.

~Odstęp między dodawaniem rozdziałów zależy wyłącznie od stopnia waszego zainteresowania (czyt. ilość komentarzy).

20 komentarzy:

  1. Świetny! Szkoda mi Tob'iego :(( mam nadzieję, że się pogodzą ;d
    czekam na następny rozdział ;d

    OdpowiedzUsuń
  2. Swietny! oby zostali przyjaciolmi ! Bo byli prawdziwymi :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny ale malo harrego to jeden z głownych bohaterow i tak mysle ze chyba powinni sie zaczasc do siebie zblizac

    OdpowiedzUsuń
  4. No szkoda strasznie.. Ta cała akcja z Toby'm no nie fajnie.. On jako jedyny był w miarę normalny i to on był/jest prawdziwym przyjacielem.
    Te przyjaciółki i matka, zabić i po cwiartowac !
    Nie było Hazzy ;c
    Ogółem rewelacyjnie!
    Buziaki, @xAgata_Sz .xx

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział! !!
    Szkoda Elizabeth i Tobiego.
    I brakuje mi Harry'ego. <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow
    Nie spodziewałam się tego!!!
    Ale rozdział świetny ;)
    Mam na dzieję, że po kilku rozdziałach pogodzą się :D
    Do następnego x

    OdpowiedzUsuń
  7. Oni muszą się pogodzić! <3

    OdpowiedzUsuń
  8. kurcze szkoda że się pokłócili muszą sie jak najszybciej pogodzić czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny rozdział <3
    Oby się z nim pogodziła
    A Styles jest bardzo intrygujący..

    OdpowiedzUsuń
  10. cudoo <3 czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  11. ciekawe co dalej.. :) czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  12. Szkoda że Toby nic do Elizabeth nie czuje, w sensie miłości czy nawet zauroczenia, bo w tedy byłaby choć odrobinę bardziej bezpieczna a teraz jest zdana na pastwę tych jej pseudo przyjaciółek. Boję sie o nią chociaż wiem że bez tego to nie miało by sensu, i w sumie to lubię dreszczyk emocji. rozdział ogólnie super i nie mogę sie doczekać następnego!!!

    OdpowiedzUsuń
  13. Masz talent do pisania <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Suki. Suki. Suki. Uh jej "przyjaciółki" są chujowe okej? Czytam to drugi raz i wiem, że nie lubienie ich jest odpowiednie.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Dla czytelników (ważne)