15.07.2014

Rozdział 3

- Nie zepsuj tego, Elizabeth! - krzyczy mama, kiedy wybiegam z domu. Zareagowała chyba bardziej entuzjastycznie niż ja, choć tak naprawdę wciąż nie mogę uwierzyć, że H.S FotoLab zwróciło na mnie uwagę. Mam dwie godziny na dojazd na miejsce i mimo, że wiem, iż się nie spóźnię, szybkim krokiem zmierzam w stronę metra. Dziś wyjątkowo nie zwracam uwagi na przykre zapachy, bardziej skupiam się na tym, czy dobrze wypadnę. 
Trzydzieści minut później wchodzę do niedawno poznanego budynku i pierwsze co robiąc, to przeglądając się w obszernym lustrze. Stres zżera mnie równie mocno, co przed pierwszą sesją; nie robię tego przecież tylko dla siebie. Biorę kilka głębszych oddechów, zanim wchodzę do recepcji. Jestem zaskoczona, widząc przed sobą Harry'ego. Stoi niedaleko wejścia, co oznacza, że również niedaleko mnie. Gdy dostrzega moją postać, unosi brwi, uśmiechając się pod nosem. 
- Dzień dobry - mówię, trochę zbyt histerycznie. 
- Witaj, Elizabeth. Widać nie chciałaś, aby powtórzyło się zdarzenie z przed tygodnia. Przyszłaś jako pierwsza. - Nigdy nie pomyślałabym, że zapamięta moje imię, co dopiero sytuację, której byłam sprawczynią. Zakładam za ucho kosmyk włosów, który opadł na moją twarz, równocześnie posyłając mu delikatny, nerwowy uśmiech. 
- Tak, ja... nie sądziłam, że mam jakiekolwiek szanse - mówię szczerze. 
- Jesteś piękną kobietą, Lizzy -  dziwnie zdrabnia moje imię, na co walczę ze zmarszczeniem brwi.- Musisz tylko przestać się denerwować. - Rumienie się, desperacko usiłując to zamaskować. - Możesz iść do garderoby, charakteryzatorki zapewne nie mają jeszcze nic do roboty- dodaje, nim zdążam odpowiedzieć. 
- Oczywiście - odpowiadam, jednocześnie zastanawiając się, czy wypada mi po prostu odejść. Stoję więc jeszcze przez kilka sekund, a kiedy zdaję sobie sprawę, że mężczyzna najwyraźniej czeka, aż udostępnię mu dostęp do wyjścia prawie biegiem zmierzam w stronę drzwi do miejsca sesji, skąd- jak sądzę- przechodzi się do garderoby.  

Wchodzę do środka, upewniając się, że dobrze trafiłam. Jest to wielkie pomieszczenie z pomalowanymi na czerwono ścianami, oraz srebrzystym betonem podłogowym. Pokój podzielony jest równo na dwie części. Jedna z nich przypomina wielki salon fryzjerki, z co najmniej 10 toaletkami, służącymi zarówno do makijażu, jak i układania włosów. Druga zaś jest typową garderobą, ze starannie ułożonymi ubraniami, wiszącymi na ponumerowanych wieszakach. Z boku tej części pomieszczenia jest zaś miejsce, w którym należy się przebierać, odgrodzone drewnianymi kotarami. 
- Jesteś jedną z modelek pana Stylesa? - pyta drobna kobieta, której jakimś cudem nie dostrzegłam. Musiałam być bardzo zafascynowana wystrojem wnętrza.
- Tak jakby - odpowiadam. - Jestem jedną z dziewczyn, które zostały umówione na próbne sesje.
- Więc... - Uśmiecha się- wygląda na to, że dziś to ja zrobię Cię na bóstwo. Inne stylistki jeszcze ni przyszły. Jestem Kimberley- przedstawia się.
- Elizabeth. - Potrząsam jej dłonią.  
  Dwie godziny później moje włosy związane są w na pozór niestarannego koka z wpiętą, różową kokardą, którego zrobienie zajęło nie mniej niż trzydzieści minut. Na twarzy mam zaś pierwszy w życiu makijaż i muszę przyznać przed samą sobą, że czuję się z nim naprawdę dobrze. Moje usta pomalowane są rażącą, czerwoną szminką, która przysłonięta jest koralikami, przyklejonymi specjalnym klejem. Mają one odzwierciedlać słodką posypkę, jaka znajduję się na deserach. Oczy mienią się we wszystkich kolorach tęczy, a policzki są słodko różowe, co w sumie nie jest potrzebne, biorąc pod uwagę to, że i tak przez większość sesji będę naturalnie zaróżowiona. Ubrana zaś jestem w białą koszulę, zapiętą pod samą szyję, oraz pudrową, rozkloszowaną spódnicę przed kolana. Każdy paznokieć, zarówno na dłoniach, jak i nogach mieni się innymi kolorem. Obecnie moje stopy zdobią puchate, białe kapcie, które później zdejmę. 3 inne dziewczyny przyszły kilka chwil temu i także są charakteryzowane, a ja wręcz boję się tego, ile będę musiała czekać na ich gotowość.  
Kolejne dwie godziny później zapoznałam się już z wszystkimi dziewczynami, które tak jak ja dostały się na próbne sesje. Melissa jest wiecznie uśmiechniętą dziewczyną w moim wieku, o długich, kasztanowych włosach, Samara długonogą blondynką po dwudziestce, a Christin piękną dwudziestolatką, z krótko ściętymi, rdzawymi włosami oraz zielonymi oczyma otoczonymi wieńcem zachwycających piegów. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że każda z nas wygląda inaczej. Ja, w swoim cukierkowym stroju jestem kompletnym przeciwieństwem Samary, której makijaż jest prawie tak straszny, jak jej imienniczki, Samary Morgan. Melissa wygląda jak typowa bizneswoman, a Christin ze swoimi poburzonymi włosami i długiej, szarej koszuli nocnej przypomina średniowieczną bogini seksu. W miejscu sesji stoi teraz wielkie łóżko, które spokojnie pomieściłoby przynajmniej 6 osób. Zaścielone jest w kilka poburzonych prześcieradeł i kilkanaście różnokształtnych jaśków, porozrzucanych po całej jego powierzchni. Obok stoi także specjalny wiatrak, który jak sądzę, ma dodać jeszcze lepszy efekt zdjęciom.  Przez kilkanaście minut czekamy na pojawienie się fotografa, a kiedy to następuje wszystkie wyraźnie się spinamy. Miło jest wiedzieć, że nie tylko ja się denerwuję. Harry wita się z nami, więc wstajemy ze swoich miejsc, idąc w jego stronę. Uruchamia wszystkie lampy wokół łóżka, włącza laptopa, zaraz sięgając po aparat i nie patrząc w naszą stronę zaczyna:
- Jak się domyślacie, ta sesja nie będzie miała określonego tematu. Możecie spróbować zabłysnąć, a ja zadecyduje, której z was naprawdę się to udało. Ustawcie się- dłonią wskazuje przed siebie, więc wszystkie cztery robimy kilka kroków w przód. Zdejmuję ze swoich stóp kapcie, niepewnie wchodząc na materac. Harry po chwili przestaje majstrować przy aparacie,  po kolei zmierzając nas wzrokiem. Uśmiecha się delikatnie, kiedy zatrzymuje wzrok na Christin, zaraz jednak przybierając kamienny wyraz twarzy.- Do dzieła.- Przysuwa aparat przed twarz, przybierając odpowiednią pozycję. Przesuwam się w głąb, przepraszając cicho Melisse, którą nieumyślnie popycham w ramie. Dziewczyna posyła mi uspokajający uśmiech, zaraz powracając do swojej poprzedniej pozy. Biorę głęboki oddech, patrząc co robią moje towarzyszki. Każda przyjmuje inną pozę i wiem, że muszę wymyślić coś, co będzie pasować do mojego stroju. Pochylam się do przodu, opierając ciężar ciała na przedramionach, a chwile później widzę pierwszy błysk flesza. Nadal się denerwuję, ale z pewnością nie tak bardzo, jak gdybym była tu sama. Uśmiecham się delikatnie, wiedząc, że jest to odpowiednie mimika do dzisiejszej sesji. Christin popycha Melisse, która nieumyślnie przygniotła jej długą koszule, więc ta delikatnie opada na mnie, posyłając dziewczynie zabójcze spojrzenie. 
- Uważaj - rudowłosa syczy cicho, na co przewracam oczami. 
- Przepraszam. - Mówi, o dziwo do mnie. Poszerzam tylko uśmiech, podnosząc się i siadając na swoich kolanach. 
- Uważaj - przedrzeźniam Christine, na co razem z Samarą i Mel wybuchają śmiechem. Christin chyba postanawia nas ignorować, ponieważ po prostu przybiera inną pozycję, eksponującą jej zgrabne ciało. Wtóruję im, cicho chichocząc w stronę aparatu. Nie jestem pewna, jak wyjdę na zdjęciach, mam jednak nadzieje, że moja improwizacja nie pójdzie na marne. Wszystkie zaraz dochodzimy do siebie, więc postanawiam zmienić układ swojego ciała. Korzystając z tego, że cały przód materaców jest wolny, przechodzę do przodu, kładąc się wzdłuż. Delikatnie uginam kolana, odwracając głowę w stronę aparatu i mrużąc oczy. Fotograf robi zdjęcia coraz szybciej, zmieniając tylko pozycje i miejsce. Przygryzam dolną wargę, unosząc się na przedramionach, chwile później podnoszę się do pozycji siedzącej, podkulając kolana pod brodę i otaczając je rękami. 
- Lizzy, rozszerz kolana i głowa bardziej w prawo. - Słyszę głos Harrego, więc wykonując polecenie. 
Resztę sesji mija w dosyć przyjemnej atmosferze, kiedy razem z Samarą i Melissą co chwilę wybuchamy śmiechem, starając się przezwyciężyć powagę Christiny, a fotograf co kilka minut wydaje jakieś polecenia, momentami zmieniając pozycje na wyjątkowo zabawną.  Już po godzinie niektóre prześcieradła zdążają spaść na ziemie, a z poszczególnych poduszek wylatują pierze.  
- Koniec na dziś. Możecie iść się przebrać- mówi w pewnej chwili, więc cała nasza czwórka zmierza do garderoby. Przebieram się w swoje ciuchy i zdejmuję kokardę z włosów, ale postanawiam nie niszczyć reszty fryzury. Nie tykam również makijażu, chcąc dokładniej przyjrzeć mu się w domu. Wyjątkowo podobam się sobie i jeżeli potrzebuję do tego tuszu do rzęs oraz podkładu, to nie widzę przeciwwskazań, aby co dzień to nakładać. Gdy jako ostatnia wychodzę z pomieszczenia widzę pana Stylesa, przeglądającego swojego laptopa. Gdy słyszy trzask drzwi podnosi na mnie wzrok, posyłając pewny siebie uśmieszek. 
- Czekałem na ciebie, Lizzy - odrzeka, na co marszczę brwi, chrząkając. 
- Tak? 
- Usiądź, chcę ci coś pokazać - wskazuje na miejsce obok siebie, więc niepewnie siadam, zachowując odpowiednią odległość między naszymi ciałami. Ten jednak zbliża się do mnie, na co automatycznie spinam wszystkie mięśnie, zastanawiając się, co właściwie zamierza zrobić. Czuję się głupio, kiedy w kilka sekund później przekłada na moje kolana laptopa, klikając coś, przez co wyświetla się jedno ze zdjęć dzisiejszej sesji. Leżę wzdłuż materaców, mój tułów jest oderwany od podłoża, a uniesiona bluzka odsłania skrawek mojego brzucha, kolana delikatnie ugięte,  ręce nad głową, a rozkloszowana spódnica rozwiana. Jedna z dłoni zasłania moje oczy, druga jest zaś wplątana we włosy. Jestem zdziwiona, ponieważ obraz wokół mojego ciała jest zacieniony, przez co nie widać innych dziewczyn, całe zdjęcie zaś straciło swoją słodycz przez czarno-biały efekt. - Podoba ci się? - Odrywam wzrok od monitora, spoglądając na mężczyznę siedzącego obok mnie. 
- Jest cudowne, zdecydowanie umie Pan robić piękne zdjęcia. - Mówię automatycznie, zaraz ciesząc się, że nie palnęłam czegoś głupiego. 
- Dla ciebie Harry - odpowiada, nie tracąc swojego uśmiechu. - Mi także się podoba, jednak w większości jest to zasługa modelki - dodaje, na co zaciskam wargi, starając się nie przybrać uśmiechu pochwalonego dziecka. 
- Dziękuję.
- Jestem gotowy zacząć z tobą współpracę, Lizzy. - Przenośny komputer znika z moich kolan, a ja rozwieram usta, spoglądając na niego zaskoczona.
- C-co? - jąkam się w ekscytacji. - Jak to? Tak szybko? 
- Zdecydowanie. Przyćmiewasz swoją urodą inne dziewczyny, Księżniczko. Do tego dobrze mi się z tobą pracuje, nie sprawiasz problemów i, co najważniejsze - aparat cię kocha. - Moje serce bije dwa razy szybciej niż zwykle, kiedy wielki uśmiech formuje się na mojej twarzy. 
- Naprawdę? - pytam odrobinę za głośno, przygryzając wnętrze policzka. 
- Definitywnie. - Sięga do teczki leżącej obok niego, wyciągając z niej jakieś papiery i długopis. - Pytanie tylko, czy ty jesteś gotowa zacząć współpracę ze mną?- Podaje mi wyciągnięte rzeczy, posyłając niecierpliwe spojrzenie.
- Tak, oczywiście. - Jestem tak bardzo szczęśliwa, że przez chwile rozważam, czy jest sens czytania umowy. W ostateczności jednak szybko czytam większość tekstu, zwracając uwagę zaledwie na linijkę, w której podany jest czas trwania. Cały rok pewnej współpracy z H.S FotoLab. Podpisuję się czytelnym ''E. Black'', chwile później oddając dokumenty Harry'emu. Posyła mi ciężkie do rozgryzienia spojrzenie, które postanawiam zignorować, wstając z miejsca i wygładzając materiał swoich dżinsów. 
- Witamy w pracy, panno Black - podaje mi rękę. - Widzimy się 5 dni w tygodniu, od poniedziałku do piątku, co dzień dokładnie o 8.
- Oczywiście - potwierdzam szybko.- To znaczy, że mam nie przychodzić na próbne sesje?- pytam niepewnie. 
- Nie, widzimy się dokładnie za tydzień.- Potakuję i po zamienieniu jeszcze kilku zdań wychodzę z budynku, zaraz wyciągając telefon i dzwoniąc do Emmy. 
- Słucham. - Słyszę po kilku sygnałach. 
- Nie uwierzysz! - piszczę. - Podpisałam umowę! Fotograf powiedział, że bardzo dobrze mu się ze mną pracuję i... - przerywam, by nabrać powietrza, ale w tym samym momencie słyszę pisk dziewczyny. 
- Nina! - Słyszę jak woła, co pozwala mi myśleć, że spędzały razem czas. Idę środkiem drogi, uśmiechając się jak osoba niespełna rozumu, ale jest to ostatnim, czym mogłabym się przejmować. Przez kilka minut linię przepełnia cisza, lecz chwile później słyszę szepty oby dwóch dziewczyn. 
- Gratulację, Księżniczko. - Odzywa się Emma, na co marszczę brwi, zastanawiając się, kto dzisiejszego dnia zdążył mnie już tak nazwać.
- Księżniczko? - Chichoczę. 
- O tak, będziesz jego Księżniczką. - Tym razem słyszę Ninę. Jej głos jest cichy, przepełniony obrzydzeniem i drwiną, na co przystaję, zastanawiając się, co się dzieje. 
- Nie rozumiem.
- Nie musisz rozumieć. - Emma wydaje z siebie krótki, piskliwy śmiech. - Trzeba opić twoją pierwszą pracę, nie sądzisz? - Momentalnie przestaję myśleć o dziwnym zachowaniu Niny, potakując. 

~~~
Rozdział by Kinss Wo
 

8 komentarzy:

  1. WOW ale ciekawe nie moge doczekać sie kolejnego rozdziału pisz jak najszybciej :* ~Kinia

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialne. Jaram się tym ff. Niemogę się doczekać kolejnego rozdziału.

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialny rozdział ♥ Czekam na nexta Zapraszam: nadzieja-jestzawsze.blogspot.com http://maranor5story.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział *.*
    Yaaay, brawo Elisabeth! Udało Ci się! Twoja mama będzie z ciebie dumna :3
    Harry jest nadal podejrzany jak dla mnie ;d
    Jestem pewna, że te wszystkie dziewczyny musiały się od siebie różnic, by dokładnie Eli podpisała umowę.
    Jej przyjaciółki ugh, nie cierpię ich-__-
    Czekam na nn i życzę weny!
    Pozdrawiam, @xAgata_Sz .xx

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczerze zawitałam tu tylko by dodać jakikolwiek komentarz np. "super! czekam na następny wpis" i dodać link do swojego bloga. Z ciekawości zajrzałam do prologu. I powiem w pewnym sensie zauroczyłam się? Przypomniało mi się jak z rok temu będąc 100% Directioner czytałam opowiadania itp. wtedy natknęłam się na blog, bez którego nie mogłam się jakby obejść, może zastanawiacie się czemu czytając waszą twórczość skojarzyło mi się z zupełnie innym blogiem. Otóż już wytłumaczam. Główna bohaterka była modelką, wiem, że tu dopiero Elizabeth zaczyna swoją przygodę z tym z pozoru łatwym, ale naprawdę wymagającym zawodem. Tu też się tak przytrafiło, że chłopak (w obu przypadkach Harry) starał się o względy dziewczyny. Pominę to co was nie obchodzi i przejdę do sedna. Co do interpunkcji itp. nie mam zarzutów. Wszystko jest ładnie napisane, wytłumaczone tak by osoba czytająca wyobraziła sobie daną rzecz, sytuacje. Szablon podbił moje serce! Uwielbiam tego typu desing (ja tak bardzo angielska by uniknąć powtórzenia wyrazowego hohoho!). Na koniec mogę jedynie życzyć weny i chęci do pisania obu autorką. I może jednak zaryzykuje i podam link do swojego bloga? Raz kozie śmierć! http://never-be-well.blogspot.com/ Zostawiam po sobie na tą chwilę obserwacje i ten (mam nadzieje) w miarę długi komentarz.

    OdpowiedzUsuń
  6. Okej! Lece czytać dalej bo jest idealnie! Muszę przysiąc, że to uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Dla czytelników (ważne)